Historia Szkoły

Napisana w 2010 r. przez wieloletnią Kierowniczkę Szkoły (1980 - 2012) -
Panią Wandę Wyszyńską

Znaleźliśmy się w tym gościnnym kraju w wyniku wypadków wojennych i chociaż wiele czynników oficjalnych w Polsce określa nas jako emigrację, to w moim pojęciu jest to określenie mylne. Emigracja oznacza dobrowolne opuszczenie miejsca urodzenia i przeniesienie się do kraju o lepszej koniunkturze.
Myśmy natomiast naszego kraju dobrowolnie nie opuścili, ale już będąc tu – mimo iż na obcej ziemi – chcemy “żyć po polsku” .Ten sposób życia przenosimy na nasze dzieci, aby wiedziały, że mamy swoją własną kulturę, religię i historię.
Wartości te jednak mogą być wyrażone jedynie w naszym rodzimym języku, mimo iż przyjęliśmy wymagania systemu, w którym z konieczności znaleźliśmy się i do którego zmuszeni jesteśmy się dostosować. Ale – jak powiedział 500 lat temu Mikołaj Rej
“Polacy nie gęsi i swój język mają”. Toteż pielęgnacja tego języka stała się dla nas sprawą pierwszoplanową.

Początki naszego osiedlenia się w Birmingham sięgają roku 1947. Pojawiają się dzieci. Powstaje Koło Rodzicielskie, które opracowuje swój statut, zatwierdzony i podpisany 8 lutego 1953 roku. Pierwszym celem Koła Rodzicielskiego, było zorganizowanie dla polskich dzieci nauczania religii katolickiej i przedmiotów ojczystych.

W roku 1950 – powstaje Szkoła Przedmiotów Ojczystych, mieszcząca się początkowo w tymczasowym budynku przy kościele św. Michała. Był to dopiero początek, w sumie dla 9-ga dzieci. Gdy w następnych latach dzieci “posypały się jak z rękawa”, trzeba było pomyśleć o bardziej stosownym pomieszczeniu. Znaleziono takie w pobliskiej szkole katolickiej przy Milk Street.

Po paru latach przyrost naturalny zwiększył się z dziewięciorga dzieci w roku 1950, do 150 uczniów w roku 1955, aby osiągnąć maksimum 400 dzieci w roku 1965. Od tego czasu widocznie pomęczyły się bociany, bo nabór uczniów zaczął powoli spadać, osiągając minimum – 69 dzieci w roku 1986. Potem stan liczebny uczniów w szkole znów powoli zaczął wzrastać. Poziom nauczania dostosowywany był do wieku uczniów. Szkoła nasza rozwinęła się z podstawowej – w latach 50-tych, w gimnazjum i liceum w latach 60-tych i 70-tych, będąc uznaną przez polskie i angielskie systemy egzaminacyjne za jedną z najlepszych polskich szkół sobotnich w tym kraju. Tę szczęśliwą okoliczność spowodował nie tylko wspaniały nabór uczniów, ale doskonałe kierownictwo Szkoły i praca nauczycieli. Mieliśmy to szczęście, że pierwszą kierowniczką Szkoły była kwalifikowana nauczycielka z długoletnim stażem kierowniczym w Polsce – p. Teodozja Gołowczyńska, która prowadziła naszą Szkołę prawie przez 30 lat, bo do roku 1980. 

Gdy z upływem lat trud prowadzenia Szkoły zaczął się jej dawać we znaki, pałeczkę w sztafecie przejęłam ja W.J.T. Wyszyńska, mając również za sobą długoletnie doświadczenie zarówno rodzicielskie, jak i kierownicze w miejscowej szkole angielskiej. Klasę maturalną zaś, prowadził renomowany nauczyciel gimnazjalny i były dyrektor gimnazjum 3 DSK – mgr A. Gilson. W ciągu 50 lat pracy, przewinęło się przez naszą Szkołę około 1400 uczniów, z których wielu posyła już tu swoje dzieci, dając tym samym świadectwo uznania, jak i pożyteczności nauki tu nabytej. Reputacja Szkoły znana jest zarówno drugiemu, jak i trzeciemu pokoleniu – dziś już studentów wyższych uczelni – którzy korzystają ze znajomości języka niedostępnego ich kolegom.
Obecnie otwarty rynek wschodnioeuropejski daje naszym byłym uczniom wspaniałe możliwości konwersacji i korespondencji w języku, który dziś przychodzi im z łatwością, a cudzoziemcom niestety nadal sprawia trudności.

Szkoła nasza podobnie jak inne, jest widownią różnych nieprzewidzianych sytuacji, które jedynie dzieciom mogą się przydarzyć, bo tylko one wiedzą, w jaki sposób można włożyć głowę między poręcz krzesła a jego siedzenie. Ale jak wyciągnąć ją bez odpiłowania oparcia, to już umiejętność dorosłych. Podobnie jak “cierpliwy” łokieć, który wiele wybił dziur w ziemi, a w zderzeniu z dywanem na podłodze “wziął i pękł”. A tu już trzeba interwencji szpitala.
Po 20 – 30 latach istnienia polskiej społeczności w Birmingham – świetnie lub co najmniej dobrze władającej językiem ojczystym – na arenę weszło nowe pokolenie, dla którego język polski przestał być językiem potocznym, a jedynie wtórnym, uczonym w szkole. Słowo “dziękuje z góry” stało się “thank you from the mountain”, dźwig stał się “podnoszeńką”, a samochód – “karą”. Dzieci stały się mistrzami komputeryzacji, próbując nawet zwykłe zadania domowe robić na swym komputerze w paru egzemplarzach, powielając te same błędy, tłumacząc to ograniczeniem maszyny… np. ” proszę pani komputer nie uznaje litery ó ani ś”. W taki sposób nauczyciel może nie być już wyrocznią w konkurencji z komputerem, który z pewnością wie lepiej. Trzeba dziś nie lada autorytetu, który by powiedział “rób nie tak jak ci każe komputer, tylko tak jak ci każę ja”. W ciągu istnienia naszej szkoły doświadczyliśmy kilku przeprowadzek.

Zarówno na Milk Street, jak i później na Oakley Road dzieci czuły się dość obco, mimo że uczyły się w budynkach szkolnych. Od pewnego czasu zadomowiliśmy się w Polskim Centrum Katolickim, gdzie dzieci czują się najlepiej. Tutaj mamy zatrzymują się na pogaduszki, a ojcowie na szklaneczkę piwa, tutaj zawsze się coś dzieje. Nawet św. Mikołaj już zna tu drogę. 

Szkoła nasza przygotowuje dzieci do egzaminów państwowych Assessment and Qualifications Authority (AQA)
Byłoby niesprawiedliwością dla dzieci i rodziców, gdybyśmy nie stosowali bezstronnego kryterium jakości naszej pracy szkolnej. Toteż wciąż apelujemy do rodziców, aby pomogli nam w osiąganiu tego kryterium przez ciągłą wydajną pracę i regularne uczęszczanie ich pociech na zajęcia. Dotychczas nie zdarzyło się, aby Szkoła nasza była nieczynna z winy kierowniczki lub nauczycieli, ale za to często zdarza się, że rodzice nie przysyłają swojego dziecka do Szkoły bez podania przyczyny.
A to wystawia dziecku i nam złe świadectwo, którego naturalnie staramy się unikać. Istnienie i prowadzenie Szkoły nie można zakwalifikować jako operacji dochodowej zarówno dla Polskiej Macierzy Szkolnej, jak i dla nauczycieli, którzy w niej uczą. Naturalnie taka organizacja jaką jest Szkoła Sobotnia wymaga pewnych nakładów pieniężnych, które dla nas zdobywa miejscowe Koło Polskiej Macierzy Szkolnej różnymi drogami. Koło to jest tylko małym kółkiem w dość potężnym mechanizmie Polskiej Macierzy Szkolnej na wszystkich kontynentach świata, którego celem jest utrzymanie języka polskiego i kultury polskiej, bowiem jak powiedział wcześniej cytowany Mikołaj Rej “…nie jesteśmy gęsi i mamy prawo do własnego języka”.

Żadna szkoła nie może istnieć ani bez dzieci, ani bez nauczycieli. O dzieci starają się rodzice, ale dobór nauczycieli jest w gestii kierowniczki Szkoły. Można powiedzieć, że jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że nauczyciele nasi są w pełni świadomi swoich obowiązków i sumiennie spełniają je, często z prawdziwym poświęceniem. W ciągu 60 lat istnienia naszej Szkoły przewinęło się kilkudziesięciu nauczycieli, przy czym jedna z nauczycielek – założycielek p. Henryka Haczyk pracowała w naszej szkole przez 44 lata. Tak się składa, że współpraca szkoły z zarządem miejscowego Koła Polskiej Macierzy Szkolnej jest bardzo bezpośrednia. Prezes tej organizacji – Danuta Barucka, jest również nauczycielką w naszej Szkole, a na wszystkie zebrania Macierzy uczęszcza kierowniczka szkoły. Nie ma więc mowy o zdalnym sterowaniu, ani o niedopatrzeniach spowodowanych brakiem informacji lub niezrozumieniu co się w szkole dzieje. Sądzę, że jeżeli przetrwaliśmy 60 lat to może dlatego, że jesteśmy potrzebni. W każdym razie mamy nadzieję, że pokolenie, które wychowaliśmy będzie uważało naszą Szkołę nadal za potrzebną i pomoże jej istnieć. Dzisiaj, kiedy Polska jest wolna, stanowimy Jej tę dobrą cząstkę, która utrzymała mowę polską nieraz w trudnych warunkach i która nadal dołoży starań, aby mowa ta w dalszym ciągu przetrwała tu na obczyźnie.

Wanda Wyszyńska

Honorowy Dyrektor

PSS im.Mikołaja Kopernika w Birmingham